Współczesny internet przeszedł w ostatnich latach jedną z największych rewolucji od swojego powstania
Technologia AI ze swoimi pozytywnymi i negatywnymi skutkami niezaprzeczalnie kształtuje nasze interakcje, content oraz długofalowe strategie dla obecności w sieci.
Pomimo astronomicznych kosztów utrzymania infrastruktury, problemów natury etyczne i prawnej, liderzy rynku integrują swoje rozwiązania w coraz to nowsze obszary życia i gospodarki. I o ile łatwo zachłysnąć się obietnicami sprzedawanymi na korporacyjnych prezentacjach – autonomiczna utopia zaczyna wyglądać inaczej niż obiecywano na opakowaniu.
W tym artykule podzielimy się szeregiem przemyśleń na temat działań Google w obszarze wyszukiwarki, modelu Gemini i dlaczego naszym zdaniem – to ślepy zaułek.
Markowe strony www dla firm – oferta

Spis treści
Wyszukiwarka po nowemu – czyli podsumowania AI (AI Overviews)
Mamy za sobą kilkanaście miesięcy nowego, w domyśle “lepszego” i szybszego sposobu docierania do treści za pomocą wyszukiwarki Google. Zamiast klikać i odwiedzać poszczególne linki w wynikach , otrzymujemy gotowy skrót najważniejszych informacji wygenerowanych przez działający w tle model AI.
Ta innowacja wywołała niemały wstrząs w branży web designu, prawdziwe trzęsienie ziemi w sektorze SEO oraz postępujące tsunami uderzające bezpośrednio w dostawców treści, biznesy oraz media.
Czy strony www będą musiały być teraz optymalizowane pod boty AI? Czy będą je jeszcze w ogóle przeglądać ludzie czy tylko agenci AI raportujący do źródła? To tylko niektóre z realnych wyzwań i problemów przed jakimi musiała się zmierzyć i dalej siłuje się branża internetowa.
Nowotworowy ekosystem Google AI
Dostarczenie użytkownikowi poszukiwanej informacji jest głównym “produktem” Google od startu wyszukiwarki w 1998 roku. W tym kontekście, wdrożenie trybu AI oraz podsumowań jest naturalną ewolucją rdzenia usługowego marki.
Problem leży jednak w tym, że dotychczasowa relacja Google z dostawcami treści w internecie (firmami, blogerami, mediami) – miała charakter symbiozy. Wydawcy publikując materiały na swoich witrynach dostarczali wyszukiwarce treści, które mogła przekazać w formie linków swoim użytkownikom.
Co istotne – linków, nie pełnych treści. Użytkownik z Google trafiał na stronę www wydawcy, generował wejścia, wyświetlenia reklam, w ostatnich latach być może wykupił subskrypcję lub wsparł twórcę chociażby udostępnieniem artykułu lub produktu. Nowe “AI-owe” Google całkowicie zrywa zasadę wzajemności, zagrabiając (jak to standardowo przy generatywnej AI) cudze treści dla siebie.
Jedynie iluzja wygenerowania własnej odpowiedzi przez model AI dzieli tą formę działania od 1:1 splagiatowania cudzej pracy przez wyszukiwarkę. Wiele witryn odnotowało znaczne (50%+) spadki wizyt od momentu wdrożenia podsumowań w wynikach wyszukiwania.
Co klienci myślą o użyciu AI w reklamie?
Błędny, halucynacje, Brain Rot AI i konsekwencje prawne
Nowe modele LLM mają coraz większe trudności z utrzymaniem dotychczasowego poziomu myślenia oraz postępowego wzrostu w wydajności i sile rozumowania. Powodów tego zjawiska jest wiele – od ograniczeń samej technologii, przez rosnące “zanieczyszczenie” treści w sieci niskiej jakości contentem AI po efekt Brain Rot – udowodniony w badaniach naukowych.
Google chwali się, że model odpowiedzialny za podsumowania w wyszukiwarce, jedynie w 10% odpowiedzi generuje fałszywą odpowiedź (New York Times). Pozornie – jest to bardzo dobry wynik, problem zaczyna jednak uwidaczniać się gdy weźmiemy pod uwagę skalę…
10% z 14 miliardów zapytań dziennie daje nam ok. 58 milionów BŁĘDNYCH odpowiedzi na GODZINĘ
Taka skala dezinformacji nie zatrzymuje się na samym użytkowniku Google – jest wielokrotnie powielana, udostępniana, publikowana w oficjalnych dokumentach i opracowaniach naukowych. Google jak i inni dostawcy AI oraz mediów społecznościowych od strony prawnej bronią się powołując na regulacje dające im pozycję “neutralnego” dostawcy treści – umywając ręce od jakiejkolwiek odpowiedzialności za szkody wynikające z udostępnia nieprawdy.
Jednak zmiany legislacyjne i tutaj zaczynają doganiać gigantów AI. Niemiecki sąd orzekł w czerwcu 2026, że firma jest odpowiedzialna za treści jakie generuje jej system AI. Argumentacja wyroku oparła się na logicznym stwierdzeniu, że nie można być “neutralnym” i jednocześnie tworzyć własne, unikalne treści i informacje.
Dlaczego Google brnie w AI w wyszukiwarce
Szeroko rozumiany sektor generatywnej AI przynosi nadal astronomiczne staty finansowe. OpenAI – twórca Chat’a GPT pomimo faktu, że z ich rozwiązań korzystają setki milionów użytkowników globalnie – wygenerowało ponad 21 miliardów $ straty przy zaledwie 13 miliardach przychodu. (fortune.com).
Google a raczej jego matczyna spółka Alphabet Inc, nie jest tutaj wyjątkiem od reguły – choć dane finansowe kosztów ponoszonych na funkcjonowanie systemów AI, w tym Gemini są rozkładane na wszystkie usługi dostarczane przez firmę – od poczty Gmail, przez Dokumenty Google po narzędzia analityczne.
Straty wymagają ich uzasadnienia przed inwestorami, stąd powszechny trend “wpychania” AI do wszystkiego, niezależnie czy usprawnia ono produkt / usługę czy stanowi jedynie irytujący dodatek. W kontekście wyszukiwarki, która obsługuje ok. 14 miliardów zapytań dziennie – daje to firmie prosty trick na podbicie statystyk w tabelkach excela.
Ostatecznie i całkiem cynicznie – odcięcie firm i witryn od odwiedzających, siłowo zmusi je do zakupienia płatnych form reklamy w wyszukiwarce, sieci Google Ads czy zapewne wkrótce – bezpośrednio wyświetlanych w odpowiedzi Gemini.
Strona WWW dla małej firmy – co musisz wiedzieć?
Myślenie “tu i teraz” bez zważania na długofalowe konsekwencje
Google jest niewątpliwym liderem jeśli chodzi o obsługiwanie wyszukiwania w internecie – dlatego każda, nawet najmniejsza zmiana wpływa nie tylko na sam system, lecz – co nie jest hiperbolą – prawie wszystkie strony internetowe.
Obecna strategia opiera się na skanibalizowaniu dostawców treści i ich całkowitym zastąpieniu, pytanie brzmi – co dalej? Zaciśnięcie pętli AI na szyi wydawcy / administratora strony www po prostu doprowadzi do jej zamknięcia, a przecież wszyscy wiemy, że AI potrzebuje tych treści do życia i trenowania.
Sytuacja przypomina więc węża zjadającego własny ogon, gdzie paradoksalnie to Google powinno zadbać i bronić swoją “społeczność” przed tego typu praktykami. W dystopijnej wizji świata – za dekadę wartościowych treści w sieci może być na tyle mało, że wytrenowanie rozumnego modelu LLM będzie kosztować znacznie więcej niż dziś lub być wręcz niemożliwe w kontrze do dzisiejszej obfitości treści.
Ofiarą takiej mentalności padło już znane wszystkim Adobe
Firma, której rdzeń klientów tworzyli artyści, fotografowie i graficy – bez zahamowań rzuciła się w wir szału AI, otwarcie wykorzystując ludzkie prace dostępne w swoich bankach, chmurze i aplikacjach do trenowania generatywnych modeli grafiki.
Efekt? Na przestrzeni ostatnich 5 lat giełdowa spółka straciła 65% swojej wartości, wskutek antykonsumenckich praktyk i wyalienowania zwykłych ludzi, którzy dekadami budowali pośrednio sukces marki. Popularyzacja narzędzi AI w obszarze grafik, znacząco zmniejszyła zapotrzebowanie na oprogramowanie graficzne skali Photoshop’a. Stawiając na AI zamiast ochrony praw własności intelektualnej twórców – Adobe w metaforyczny sposób podcięło gałąź na której siedziało.
Podsumowanie
Wyścig zbrojeń AI trwa w najlepsze a Google jest w nim czołowym graczem. Obecna strategia jaką firma przyjęła aby odnieść zwycięstwo, wydaje się być podyktowana wyłącznie względami korporacyjnymi a nie poziomem satysfakcji klientów.
Warto podkreślić, że Google pełni praktyczną rolę monopolisty jeśli chodzi o wyszukiwarki sieciowe – nie odczuwa więc bezpośredniej presji na innowacje związanej z działaniami konkurencji. Zważając rosnące sentymenty “anty-ai” wśród konsumentów, ukierunkowanie modelu wyszukiwania na podsumowania i konwersacje AI wydaje się być długofalowo fatalnym pomysłem uderzającym zarówno w użytkowników platformy, wydawców publikujących treści i w efekcie samo Google.







